wtorek, 3 października 2017

Rozdział 1

Obudził mnie dźwięk budzika. Czemu te wakacje nie mogą trwać jeszcze miesiąca, albo lepiej roku lub więcej. Wstałam ociągając się i próbując się nie przewrócić to przez książki, to przez ubrania. Wzięłam wczoraj przygotowane ubrania, które składały się z czarnych jeansów z dziurami na kolanach z wysokim stanem, ciemnego topu i mojej ulubionej ramoneski. Po ubraniu się i załatwieniu spraw higienicznych poszłam do pokoju uczesać włosy. Postawiłam na dwa warkoczyki. Szybko włożyłam jakiśdl długopis, zeszyt, telefon, portfel i słuchawki do torby, po czym zeszłam na dół.
W kuchni stała już Samantha i robiła mi śniadanie.
Samantha to starsza kobieta po 50, którą zatrudnił ojciec, żebym nie głodowała gdy rodzice gdzieś wyjadą lub wyjdą.
-Cześć Samant.- powiedziałam zawieszając na krzesło torebkę.
-Witaj Rosie. Śniadanie będzie gotowe za pięć minut. Więc siadaj.- powiedziała uśmiechając się jak do własnej wnuczki. W sumie traktowała mnie tak.
-Oki.
Posłusznie usiadłam i czekałam. Rodziców nie będzie jeszcze przez trzy dni, ponieważ pojechali na 17 rocznicę do Miami.
-Smacznego. -powiedziała stawiając przede mną talerz pełen naleśników z Nutellą, bitą śmietaną i owocami.
-Dziękuję.- powiedziałam i zaczęłam jeść.
Po dwudziestu minutach zjadłam pyszne śniadanie, zaniosłam talerz do kuchni, jeszcze raz podziękowała i powiedziałam że mi bardzo smakowało. Idąc do wyjścia pożegnałam się z Samanthą, zgarnęła torbę, okulary przeciwsłoneczne i czarną czapkę pierdolkę z szarym daszkiem i napisem ,,NY,, tego samego koloru. Założyłam czarno-białe adidasy i wyszłam. Weszłam do ogrodu, gdzie było słychać silnik samochodu. Czyli mój ,,kochany,, sąsiad już jedzie do szkoły. Musi zawsze o tej samej porze? Nie może później lub wcześniej! Wchodząc do garażu zobaczyłam Ricka, który czekał na mnie opierając się o auto.
-Cześć. -rzuciłam.
-No elo młoda.- powiedział i otworzył mi drzwi.
Rozsiadłam się wygodnie w fotelu, a po sekundzie siedział już na miejscu kierowcy. Był jakieś 13 lat ode mnie starszy, wiec miałam z kim gadać.
-To jak? Cieszysz się że wracasz do szkoły?- spytał z rozbawieniem gdy staliśmy na światłach.
-Wręcz skacze z radości. -powiedziałam sarkastycznie.
Resztę drogi jechaliśmy w ciszy.
-Wysiadka. Jak coś dzwoń.- powiedział
-Okej. Bay.- powiedziałam wysiadając i biorąc swoje rzeczy.
-Pa i powodzenia.
-Dzięki.-powiedziałam jeszcze zanim zamknęłam drzwi.
Szłam przez plac szkoły, kiedy ktoś mnie zaatakował uściskiem. A tym KIMŚ okazała się moja przyjaciółka. Szybko odwzajemniłam uścisk.
-Hej Liss, aż tak się tęskniłaś.-zażartowałam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Nie widzieliśmy się miesiąc. Ty rozumiesz  MIESIĄC!-piszczala mi do ucha, aż mnie zaczęło boleć.
-Dobra, dobra. Nie krzycz tak, bo ogłuchnę. Też tęskniłam.- odsunęłam się.
-Jak było na Hawajach Hathaway?-spytał Christian, którego dopiero teraz zauważyłam.
-Bardzo fajnie i ciepło. A co zazdrościsz ?- zaczęłam się z nim droczyć.
-Ni....-nie było dane mu dokończyć, ponieważ usłyszeliśmy BARDZO dobrze znany mi pociągający (jak jego właściciel) głos. I na dodatek poczułam te seksowne dłonie na moich biodrach i COŚ na pupie.
-Cześć Bejbe. Tęskniłaś za mną kochanie?

1 komentarz:

  1. Dla mnie też wakacje mogłyby trwać dłużej. Nawet wiecznie. O. Może w końcu dowiem się, kim jest ten jej sąsiad. Czekam na następny i życzę weny💖💖💖💖

    OdpowiedzUsuń